Tryb samolotowy – najlepsza funkcja telefonu

Uwielbiam swojego smartfona. Dzięki niemu sprawdzam maila, korzystam z Internetu i gram. Jednak moją ulubioną funkcją jest od zawsze tryb samolotowy (offline).

Jakkolwiek telefony stały się w dzisiejszych czasach przedłużeniem mózgu, tak, aby nasz prawdziwy mózg miał szansę wypocząć, dobrze jest się czasem odciąć. Od powiadomień, telefonów, notyfikacji, wiadomości i aplikacji.

Na początku poczujecie się dziwnie. Ale bez obaw, gdyż podobnie jak z prawdziwym lataniem samolotem, idzie się do tego przyzwyczaić. ☺

Na pomysł korzystania z trybu samolotowego na co dzień wpadłem czytając książkę Cisza, norweskiego autora Erlinga Kagge. Jej głównym przesłaniem jest idea, że cisza to nie brak fal dźwiękowych, ale rodzaj specyficznego stanu umysłu. Sporo w tym mindfulness, trochę medytacji, autorefleksji, patrzenia skierowanego ku własnemu wnętrzu. Zdaniem Kagge, stan ciszy osiągnąć możemy nawet w zatłoczonym autobusie w godzinie szczytu – wymaga to oczywiście świadomego wysiłku umysłowego, ale jest możliwe dla każdego.

Nie będę streszczał całej książki (polecam!), ale chciałbym podzielić się z Wami jednym ze sposobów, w jaki ja dążę do stanu ciszy w życiu. Mowa oczywiście o trybie samolotowym w telefonie.

Wyznaczyłem sobie codziennie 2 pory dnia, kiedy tryb samolotowy chroni mnie przed „hałasem” telefonów, wiadomości i powiadomień:

1. Codziennie 22-6, czyli po prostu wtedy, kiedy śpię.

2. Podczas codziennego dłuższego spaceru z psem – oczywiście, spacerować można także w samotności albo w ludzkim towarzystwie. ☺

Dzięki takiemu okresowemu odcięciu się od szumu informacyjnego, zauważyłem, że:

  • Nie mam problemu z odbieraniem telefonu wtedy, kiedy powinienem spać. A długość i jakość snu, jak wiadomo, maja poważny, acz bagatelizowany wpływ na zdrowie.
  • Nie korci mnie aby sprawdzać pocztę oraz powiadomienia w mediach społecznościowych – gdyż ich po prostu w tym czasie nie dostaję.
  • Podczas spaceru mogę skupić się na konkretnej chwili (mindfulness). Obojętnie, czy myślę wtedy o swoim życiu, o psie, czy po prostu obserwuję przyrodę, błądząc nieświadomie myślami. Jest to tylko i wyłącznie mój czas. A czasu, jak wiadomo, kupić się nie da.

Oczywiście, gdy dopiero zaczynałem używać trybu samolotowego, towarzyszył temu dziwny, wewnętrzny opór. Na pewno sporo w nim było FOMO, ale też przeświadczenia, że pewnie akurat w tym momencie ktoś bardzo pilnie musi skontaktować się ze mną w superważnej sprawie. To naturalne uczucie, żyjemy wszak w czasach, w których informacje krążą z prędkością światła, a z dowolną osobą na Ziemi skontaktować możemy się w ciągu kilku sekund. O takich luksusach jeszcze całkiem niedawno nie śniło się pisarzom science-fiction!

Pomimo to – a może: zwłaszcza dlatego – uważam, że odcięcie się chociaż na chwilę od wszechogarniającego nas szumu informacyjnego, ma ogromną wartość dla naszej kondycji psychicznej.

Na początek, choćby przez pół godziny dziennie.

Polecam spróbować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *