Powodów do porządkowania może być wiele. Szwedzkie „sprzątanie przed śmiercią” (döstädning) wydaje się najbardziej ekstremalne… ale czy na pewno?

Sprzątanie przed śmiercią obiło mi się o uszy w kontekście kolejnego po hygge, lagom, i ikigai, modnego, jednowyrazowego terminu mającego określić sposób na poradzenie sobie z bałaganem. Z całej tej paczki jest też chyba najbardziej intrygujące, jako temat tabu.

O ile sama idea wydaje się dość ponura, to jeśli dobrze się zastanowić, jest to naprawdę racjonalne podejście które wielu z nas w mniejszej lub większej części bierze pod uwagę.

Rzeczy których nie wyrzucamy

Jedną z mocniejszych emocjonalnie książek które ostatnio czytałem było „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. Autor, opowiadając o porządkowaniu książek pozostawionych przez zmarłą matkę, stwierdza:

Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają nam się przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie.

O ile sama książka to bardziej wspomnienia o konkretnej osobie, a o samej czynności porządkowania nie jest w niej przesadnie dużo, to fragment ten szczególnie utkwił mi w pamieci.

Szwedzka metoda – sprzątanie przed śmiercią

Do tej samej idei – bycia zapamiętywanym na podstawie przedmiotów które po nas zostają – odnosi się również Margareta Magnusson. Szwedzka autorka, przygotowując się do opuszczenia tego świata, opowiada o swojej motywacji do porządkowania w książce „The Gentle Art of Swedish Death Cleaning” (nie wyszła jeszcze polska edycja).

Margareta, z racji swojego wieku, miała w życiu wiele okazji by przeprowadzać porządki po śmierci bliskich osób. Jednakże, „sprzątanie przed śmiercią” (death cleaning) które przeprowadziła własnoręcznie, miało na celu oszczędzenie tego procesu jej bliskim. A także kontrolę swojego wizerunku po śmierci.

Ciężko stwierdzić na ile jest to próżność, ale nie sposób odmówić jej praktyczności. Ponieważ sprzątanie przed śmiercią nie ma żadnych konkretnych założeń, można przyjąć tę motywację także w stosunku do metody KonMari.

Jeżeli ulgę sprawi nam myśl o bliskich którzy nie muszą przekopywać się przez góry niepotrzebnych gratów, to urządzając swój festiwal sprzątania KonMari, oszczędzimy im tego procesu.

Dbając o naszą przestrzeń jeszcze za życia, zyskamy wszystkie pozytywne efekty metody opracowanej przez Marie Kondo. Jednocześnie zostaniemy w pamieci bliskich jako osoby którym nie było wszystko jedno, co po sobie zostawiają.

Memento mori

Myślenie o własnej śmiertelności to nie najlepszy temat na gorący lipcowy wieczór, wiem. ☺

Ale, z drugiej strony, tak naprawdę to nie jest dobry temat na jakikolwiek dzień – zawsze znajdzie się powód by przełożyć tego typu rozważania. Nawet 1 listopada wolimy szybko ulotnić się z cmentarza aby porozmawiać o sprawach życia codziennego. Codzienne problemy są wystarczająco zajmujące.

Mimo to, temat uporządkowania swoich przedmiotów w kontekście śmierci warto wziąć pod rozwagę.

Jeżeli 80letnia Szwedka była w stanie racjonalnie spojrzeć na kwestię własnych przedmiotów, to my, osoby młodsze od niej, też nie powinniśmy unikać tej myśli.

Uporządkowanie przestrzeni fizycznej i to dobry pierwszy krok na zrobienie porządków również w kwestii mentalnej. Nie warto czekać z tym aż do emerytury. ☺

Radosnego tygodnia!

Photo by Aron on Unsplash