Lubię czytać, ale nie czuję potrzeby posiadania dużej biblioteczki. Niepotrzebne książki – podobnie jak inne zbyteczne przedmioty, zgodnie z założeniami metody KonMari, usuwam ze swojego otoczenia. Oto 3 sposoby co robię aby się ich pozbyć. Bez wyrzucania.

Dzisiejszy wpis to niejako kontynuacja notki o niepotrzebnych ubraniach, a rady w nim zawarte, są po trochu parafrazą tamtych. Jak widać, mam swoje sprawdzone spoby pozbywania się przedmiotów, które bez zmian polecam. ☺

Sprzedać niepotrzebne książki na Allegro / OLX

Bez wątpienia moja preferowana metoda pozbywania się książek na przestrzeni ostatnich piętnastu lat. Tak tak, konto na Allegro mam od 2003 i zgaduję, że grubo ponad połowa z wszystkich aukcji, w których brałem udział to albo kupno nowych książek, albo odsprzedaż starych. Nadal je czasem kupuję, gdyż pomimo intensywnego korzystania z czytnika ebooków, niektóre pozycje dostępne są tylko w papierze, albo po prostu dana książka sprawia mi taką radość, że chcę mieć ją na półce w formie fizycznej.

O sprzedaży na Allegro / OLX pisałem już we wpisie o kosztach utopionych. Warto zastanowić się, czy książki niesprawiające nam radości nadal powinny stać na półkach. Może zamiast tego, warto je odsprzedać, a zarobione pieniądze wydać na zupełnie nowe pozycje – czy to tradycyjne papierowe wydania, czy ebooki.

Oczywiście, zawsze pozostaje pytanie o opłacalność takiej odsprzedaży. Jest to sprawa indywidualne i relatywna. Sam kiedyś sprzedawałem na Allegro nawet nadgryzione przez ząb wydania kieszonkowe za 5 złotych, ale, w obecnych czasach, szkoda mi już zachodu aby tracić czas na robienie zdjęć, tworzenie opisu, a potem pakowanie, chodzenie na pocztę i upewnianie się, czy paczka aby na pewno dotarła.

Z książkami które wiem, że ciężko będzie sprzedać, albo są niewiele warte (rynkowo), robię co innego. Można na przykład:

Oddać niepotrzebne książki do biblioteki

Zdawałoby się, że nie ma się nad czym zastanawiać. Ale, wbrew pozorom, nie jest to najłatwiejsza metoda pozbycia się zbędnych książek. Biblioteki, podobnie jak nasze mieszkania, mają ograniczoną powierzchnię. I choć zapewne przyjmą wszystko co do nich przyniesiemy, to mimo wszystko dobrze jest skontaktować się z biblioteką którą chcemy obdarować, aby dowiedzieć się, czy na pewno nasze książki będą potrzebne. Biblioteka uniknie dzięki temu kłopotu związanego z rozdysponowywaniem niepotrzebnych egzemplarzy do innych placówek.

Podejrzewam, że nowości zostaną przyjęte z otwartymi ramionami, ale starsze pozycje – w szczególności należące do klasyki literatury – mogą być już dostępne w bibliotece w ilości nadmiarowej. Warto zatem, choćby z grzeczności, zapytać czy nasz dar jest potrzebny.

Sam oddałem kilka książek – zarówno beletrystykę do biblioteki publicznej, jak i książki które wykorzystywałem przy pisaniu pracy magisterskiej do biblioteki uniwersyteckiej. I choć zapewne dostałbym za nie kilkadziesiąt złotych, to cieszy mnie myśl, że korzystają z nich następne pokolenia czytelników. Zwłaszcza, jeśli chodzi o pozycje naukowe.

Oddać niepotrzebne książki do publicznego regału

Opcja najszybsza, najtańsza i najmniej pracochłonna. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że mamy jakiś w najbliższej okolicy. O ile w miastach z reguły występują, to wraz z oddalaniem się od większych skupisk ludzkich, może być z tym trudniej. Regały do wymiany książek (albo, z angielskiego: bookcrossing) znaleźć można często w nieoczekiwanych miejscach i warto zrobić sobie spacer po okolicy, by odkryć jeden z nich. Taki jak choćby na zdjeciu, na poznańskiej ulicy Fredry.

Rozwiązanie to jest bardzo wygodne, bo daje pewność, że książki znajdą swojego odbiorcę – na 100% ktoś je przygarnie. Wiem to po sobie, gdyż zostawiłem w nich kilka bardzo niszowych pozycji, których zniknęły przez noc. ☺

Inną kwestią jest, czy przygarniający faktycznie zainteresowany jest przeczytaniem tego co zostawimy i czy zostawi coś w zamian. A nie, choćby, sprzeda nasze książki w antykwariacie albo na Allegro. Tę kwestię zostawiam każdemu do indywidualnego rozpatrzenia. Ja wolę wierzyć, że są to przypadki patologiczne i jednostkowe, choć może przemawia przeze mnie wrodzona naiwność.

W każdym razie, w regałach bookcrossingowych zostawiłem już kilkanaście pozycji i mam nadzieję, że nowym czytelnikom sprawiły dużo radości.

Radosnego pozbywania się tego co nie sprawia radości!