Gdy piszę te słowa, jest duszny piątkowy wieczór. Przygotowując się do podróży, korzystam z tych samych zaleceń metody KonMari, które obowiązują na co dzień. Ponieważ jutrzejszy wyjazd łączyć się będzie z obecnością na weselu, a każdy z obu tygodni urlopu spędzimy w innej części Polski, postanowiłem podejść do sprawy systematycznie.

Nauczony doświadczeniem – ze świadomością, że mózg ma zwyczaj przypominać sobie o tym co powinienem zabrać dopiero, gdy jesteśmy już od godziny w trasie – postanowiłem tydzień wcześniej zacząć sporządzać listę rzeczy do zabrania. Gdy pod prysznicem przypominało mi się, że nie mogę zapomnieć butów do garnituru; gdy w drodze do pracy zdałem sobie sprawę, że zawsze zapominam ładowarki do szczoteczki elektrycznej; gdy pływając stwierdziłem, że podczas urlopu również odwiedzę basen – dodawałem to wszystko do listy.

Gdy przedmiot znalazł się na biurku gotowy do spakowania, stawiałem na liście gruby, satysfakcjonujący znaczek ✓ Zapisywanie i odhaczanie stało się ostatnimi czasy podstawą mojej organizacji i produktywności, ale o tym szerzej kiedy indziej.

Jeżeli chodzi o ubrania które zabieram, to najpierw staram się dokonać szybkiej wizualizacji, która w tym kontekście jest przeglądem sytuacji, w jakich się znajdę. Wesele wymagać będzie garnituru, wylegiwanie się w ogródku z książką to koszulki i krótkie spodenki, gdzieś tam zapewne strój na basen oraz – na wszelki wypadek – spodnie i kurtka, gdyby miało padać. Staram się nie zabierać za dużo rzeczy na zapas – jeżeli zabraknie mi skarpetek lub bielizny to przecież nie będzie problemu żeby je dokupić.

Tak samo jak w życiu codziennym, dążę do tego, żeby otaczać się tylko rzeczami które sprawiają radość. Pakowanie się na podróż to dobry moment aby przejrzeć swoją garderobę i dokonać cyklicznego przeglądu – podotykać przedmioty które posiadamy i zastanowić się czy naprawdę cieszy nas ich używanie.

Kiedy przychodzi pora pakowania, staram się robić to dokładnie w taki sam sposób, w jaki rzeczy powinny być układane w szafie – zgodnie z zasadami metody KonMari. To znaczy:
1) Rzeczy powinny być złożone tak, aby stały pionowo (o składaniu ubrań będzie osobny wpis!).
2) Rzeczy powinny być ułożone w torbie grupami – majtki obok majtek, koszulki razem, itp.
3) Miejsce w torbie powinno zostać wykorzystane maksymalnie, tak aby nie było pustej przestrzeni.
4) Rzeczy, które nie mogą zostać złożone – garnitur, koszule – zostaną powieszone w samochodzie na wieszakach przy tylnych drzwiach.

Dzięki zastosowaniu tych zasad, udało mi się ograniczyć swój bagaż to jednego plecaka, torby z akcesoriami basenowymi oraz pokrowca na garnitur i koszulę. Zdaję sobie sprawę, że mój zestaw jest bardzo minimalistyczny, ale zasady zastosować można do każdej ilości bagażu.

Mogłoby się wydawać że przykładanie aż takiej wagi do tego w jaki sposób spakowane są ubrania, jest przesadą. Zaręczam Wam jednak, że nie ma nic przyjemniejszego niż gdy po dotarciu do celu naszej podróży otwieramy plecak lub walizkę, a tam, zamiast bałaganu, znajdujemy elegancko stojące ubrania, dzięki czemu widać wszystko co ze sobą zabraliśmy. Ponieważ wszystko jest jak na dłoni, pomijając etap gorączkowego przekopywania się przez walizkę, rozpocząć możemy relaks. ☺