Jak to jest z tym sprawieniem radości

„Sprawianie radości” to centralne kryterium selekcji przedmiotów w metodzie KonMari. Nieważne, ile wyrzucamy – wszystko co zostaje, ma sprawiać radość. Choć, jak już wspomniałem we wpisie wprowadzającym do metody KonMari, nie zmusza ona do minimalizmu czy ograniczania się na siłę, to jednak każdy, kto nie podszedł jeszcze na poważnie do tematu uporządkowania swojej przestrzeni – o ile nie ma naturalnego drygu do kontrolowania swojego dobytku – posiada z pewnością w domu coś, co nie sprawia mu radości.

Weź do ręki każdy z przedmiotów i zdecyduj czy sprawia Ci radość; Zostaw tylko te przedmioty, które sprawiają Ci radość, a reszty się pozbądź; Kontroluj na bieżąco to co posiadasz, a jeśli coś przestało sprawiać Ci radość – pozbądź się tego. Łatwo powiedzieć, ale trudniej wprowadzić w życie, prawda? ☺ A właśnie, że niekoniecznie!

Metoda KonMari wychodzi z bardzo prostego założenia – nie jest ważne to, ile posiadamy, ale czy to co mamy, sprawia nam to radość. Stąd też bierze się uniwersalność tej metodologi – jest stosowalna zarówno dla japońskiego minimalisty, którego dobytek stanowi łącznie 100 przedmiotów, jak i do polskiej gospodyni domowej, której kolekcja porcelanowych słoników dawno już przekroczyła tę liczbę.

Sprawianie radości oceniamy w bardzo prosty sposób. Bierzemy każdą rzecz do ręki i stwierdzamy, czy na najbardziej elementarnym poziomie obcowania z nią czujemy radość. Nazwa „Tokimeki” wzięła się właśnie stąd – chodzi o przedmioty które sprawiają, że czujemy podniecenie, szybsze bicie serca, radość wewnętrzną. Jeżeli tak jest – przedmiot zostaje w naszym posiadaniu. Jeżeli nie – należy się go pozbyć – obojętnie czy to wyrzucając, sprzedając, czy ofiarowując komuś kto może go potrzebować.

Łatwo ocenić, że coś sprawia nam radość, gdy jesteśmy w stanie to stwierdzić już zanim nawet weźmiemy daną rzecz do ręki. Ulubiony zegarek, mikser do przyrządzania smoothies, najwygodniejsza para butów. Jednak najczęściej wskazywanym problemem związanym z selekcją pod względem kryterium sprawiania radości jest kwestia przedmiotów, które nie zdają się nie sprawiać nam w ogóle radości, ale mimo wszystko uważamy je za niezbędne.

Czarny żakiet zakładany tylko na pogrzeby, depilator, garnek o specyficznym kształcie który służy do przyrządzania jednej potrawy na wigilię, przystawka do odkurzacza używana wyłącznie do odkurzania tego małego dywanika z łazienki – każdy z nas ma przynajmniej jeden taki przedmiot, którego istnienie zdaje się nie przynosić nam choćby krztyny radości, ale który z tego czy innego powodu jest niezbędny.

W tej sytuacji, warto spojrzeć na takie przedmioty nie pod kątem tego czy sprawiają nam radość same w sobie, ale czy sprawiają radość przez to, co jest dzięki nim możliwe. Sposobność uczestniczenia w ważnych uroczystościach rodzinnych, czyste mieszkanie, możliwość poruszania się sprawnym samochodem gdy któryś z jego elementów ulegnie uszkodzeniu, czyste sumienie w sytuacji gdy staniemy się przedmiotem kontroli skarbówki. Gdy pomyślimy o tych możliwościach, łatwiej jest uzasadnić dlaczego powinniśmy okazywać szacunek nielubianym rzeczom, gdy już zdecydujemy, że muszą pozostać w naszym posiadaniu.

Szacunek do przedmiotów którymi się otaczamy to jedno z tych założeń metody KonMari, jednak mam wrażenie, że jest to o wiele łatwiej stosowalne w Japonii, gdzie myślenie magiczne o przedmiotach codziennego użytku jest powszechniejsze niż w Polsce, gdzie o przedmiotach fizycznych zwykliśmy myśleć zwykle bardziej użytkowo. Mimo to, każdy z nas ma pewnie coś, z czym wiąże większe uczucia, niż te, na które teoretycznie dany przedmiot zasługuje.

Ostatnio znajoma zdradziła mi, że czule przemawia do swojego starawego już samochodu, a ten, jakby w podzięce, nadal bezproblemowo jej służy. Oczywiście, może to być całkowitym zbiegiem okoliczności, ale lubię myśleć, że przedmioty służą nam i sprawiają radość dłużej i intensywniej, gdy okażemy im trochę uczucia – nawet tym, które na pierwszy rzut oka nie sprawiają nam radości ☺

Podziel się tym wpisem!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

2 myśli nt. „Jak to jest z tym sprawieniem radości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *