Ikigai – japoński sposób na sens życia. Na naszym rynku ukazały się już 2 książki biorące ten temat na tapetę. Jedną polecam, drugą – zdecydowanie odradzam.

Wydawcy publikacji samorozwojowych prześcigają się w ostatnim czasie w wyszukiwaniu regionalnych przepisów na szczęście. Swego czasu zrobiło się głośno o hygge, potem lagom, a teraz: ikigai. I o ile te pierwsze dwa przemknęły mi gdzieś koło nosa, to ikigai postanowiłem się zainteresować – trochę przez fakt, że z tego kręgu kulturowego wywodzi się Marie Kondo i jej metoda KonMari.

Oto 2 książki które przeczytałem.

Ikigai to (najogólniej ujmując) japoński sens życia przez pracę – czy to zarobkową, czy po prostu jakieś zajęcie/hobby/pasję wykonywaną w wolnym czasie. Jest to czysto humanistyczne podejście zakładające, że sens życia nie jest w żaden sposób dany, wrodzony czy obiektywny. Wręcz przeciwnie – każdy powinien znaleźć go dla siebie na własną rękę.

Co jest w tym takiego japońskiego? W zasadzie… to chyba niewiele – jest to coraz bardziej powszechne podejście do życia w dzisiejszych czasach. Niemniej, czytając pierwszą z książek, zdecydowanie nie straciłem czasu:

Polecam: Ken Mogi – IKIGAI. Japońska sztuka szczęścia

Ikigai Ken Mogi

Pierwszą pozycję na temat ikigai przeczytałem… w zasadzie przez pomyłkę. Planując kupić inną pozycję, przypadkowo nabyłem pracę Ken’ichirō Mogi i… nie mogłem lepiej trafić.

Mogi o ikigai opowiada poprzez opis konkretnych przykładów Japończyków, którzy albo żyją ze swoich pasji, albo przynajmniej wypełniają nimi swój wolny czas po pracy. Nie poznamy tutaj encyklopedycznej definicji ikigai. Zamiast tego przeczytamy na przykład świetną historię o Jiro Ono. Słynny właścicielu baru sushii serwuje lunch tylko przez 2,5 godziny dziennie. Mimo to, biznes prosperuje świetnie, a restaurację odwiedził sam prezydent Obama. Ikigai Jiro Ono jest serwowanie klientom najlepszego sushii świata. Na wyborze ryb i przyrządzaniu jedzenia skupia się tak bardzo, że gdyby miał przeznaczać na to więcej czasu, jego potrawy po prostu straciłyby na jakości.

Albo historię o zawodnikach sumo, którzy tak poświęcają się temu stylowi życia, że często godzą się z latami nieustannych przegranych, tylko po to, żeby zostać częścią sceny. Sumo to coś więcej niż tylko sport. To widowisko i subkultura, do której przynależność jest dla zawodników zaszczytem samym w sobie – nawet gdy nie odnoszą sportowych sukcesów. Niektórzy uznali by to za upokorzenie, ale dla zawodnika sumo nawet bycie „chłopcem do bicia” jest ikigai.

Historii jest więcej i wszystkie zapadają w pamięć. „Gwiezdne miseczki„, japońscy emeryci, czy odbudowywana co 20 lat drewniana świątynia. Nawet jeśli samo ikigai jest tylko ulotnie obecne w tle tych opowieści, to ich sens został ze mną na długo.

Jedną z wad książki jest patrzenie na Japonię przez różowe okulary. Mogi wyraźnie przemyka nad drażliwymi tematami (karoshi – śmierć z przepracowania), preferując raczej idylliczny obraz swojego kraju. Oczywiście każdy ma święte prawo dostrzegać tylko pozytywne aspekty państwa w którym żyje i nie mam tego bardzo za złe Mogiemu.

Mimo to, mogę spokojnie rekomendować IKIGAI. Japońską sztukę szczęścia. Jeżeli zainteresowani jesteście kulturą Japonii, albo po prostu chcecie poczytać coś przyjemnego i zainspirować się ludźmi którzy podążają za swoimi pasjami, to książka ta jest dla Was.

Wydawnictwo: Wielka litera.

Odradzam: Hector Garcia – IKIGAI. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia

IKIGAI Hector Garcia

Autorem drugiej książki o ikigai jest Hiszpan mieszkający w Japonii. O ile w przypadku Kena Mogi entuzjazm był wyssany z mlekiem matki, to przez Garcię przemawia otaku, który – jak przystało na typowego pasjonata – chce powiedzieć wiele, ale nie zawsze wie od czego zacząć.

Największym minusem książki jest to, że nie ma właściwie nic wspólnego z ikigai. Termin przejawia się tu i ówdzie, ale 90% treści to ogólniki na temat zdrowia i rozwoju osobistego nie odnoszące się konkretnie do ikigai.

Przeczytamy, że warto się ruszać, nie pić za dużo alkoholu, unikać stresu, przebywać na łonie natury i być miłym dla ludzi… Ok, to wszystko jest super i ważne, ale chyba każdy z nas o tym wie. Taki zbiór tysiąca i jednej rady nie jest bardzo inspirujący. Zamiast poczuć pragnienie zmiany czegoś w swoim życiu, poczułem się raczej jak uczeń który zapomniał odrobić pracy domowej.

Autor szczyci się, że spędził sporo czasu w „wiosce stulatków” na Okinawie – jednym z kilku miejsc o wysokiej koncentracji osób długowiecznych. Niestety, efektem rzekomego przeprowadzenia ponad 100 wywiadów z jej mieszkańcami są ledwo 3 strony losowych cytatów. Bez większego ładu i składu.

Cała książka pełna jest ponadto wykresów, tabelek i diagramów mających zobrazować ideę ikigai. Takie „zachodnie” podejście do kwestii duchowej nie przemówiło do mnie ani trochę. Odradzam tę książkę i zachęcam by jednak pozostać przy pozycji Kena Mogi.

Wydawnictwo: Muza.

Radosnego poszukiwania własnego ikigai! ☺