Tokimeki recenzuje: DAN-SHA-RI

Zapraszam na pierwszą z serii recenzji książek o porządkowaniu i rozwoju osobistym niezwiązanych z KonMari. Dziś: DAN-SHA-RI, autorstwa Hideko Yamashity. Ta japońska trenerka rozwoju osobistego, zainspirowana minimalizmem, zasadami jogi oraz buddyzmem, zaczęła prowadzić seminaria na temat swojego własnego podejścia do tej kwestii.

Książka DAN-SHA-RI to kompilacja wykładów na temat metody o tej samej nazwie, która opiera się na 3 terminach pochodzących właśnie z jogi:

Dan (断) – odrzucenie / odmowa
Sha (捨) – wyrzucanie / pozbywanie się
Ri (捨) – rezygnacja / odcięcie się

Każda z nich odpowiada konkretnemu etapowi na ścieżce  do minimalistycznej, uporządkowanej przestrzeni fizycznej i duchowej.

Jeżeli jesteście zaznajomieni z metodą KonMari, to Danshari nie będzie Wam bardzo obca, gdyż obie metody oparte są na wielu podobnych koncepcjach i mają często niemalże identyczne podejście do posiadania przedmiotów i kwestii organizacji przestrzeni. Najpierw kilka słów o samej Danshari, a później o tym, jak ma się ona do metodologii opracowanej przez Marie Kondo.

U Yamashity głównym kryterium pozbywania się przedmiotów jest ich nieadekwatność względem teraźniejszości. Jej zdaniem, powinniśmy pozbyć się z naszego otoczenia wszystkiego co nie jest użyteczne, niezbędne, dopasowane lub przyjemne dla naszego obecnego ja. W praktyce chodzi o wyrzucenie przedmiotów które albo zalegają nam z przeszłości, albo są niepotrzebnie chomikowane na bliżej nieokreślone „kiedyś”.

Problem jaki mam z tym kryterium, wynika z jego niejasności. Yamashita przez całą książkę obiecuje, że po zaaplikowaniu Danshari nasze życie stanie się lepsze, ale próżno szukać konkretnych rad bądź przykładów jak to zrobić. Poza nieustannym zachęcaniem do pozbywania się przedmiotów, brakuje mi jakiegoś namacalnego planu działania. Pod koniec książki znajduje się kilka krótkich rozdziałów dających garść konkretnych rad, ale moim zdaniem jest to za mało. Zdecydowanie widać, że Hideko o wiele lepiej czuje się jako mówczyni motywacyjna, która podczas osobistych szkoleń chce tchnąć w słuchaczy zapał do minimalizmu i pozbywania się (co robi dość dobrze), niż gdy chodzi o dawanie dokładnych wskazówek w jaki sposób to robić.

Z pewnością dla wielu czytelników Danshari będzie wartościowe – zwłaszcza dla tych, którzy nie sięgali dotychczas po podobne pozycje. Krytyka konsumpcjonistycznego stylu życia i ogólny duch podejścia inspirowanego buddyzmem przemawiają do mnie. Zachwiane są jednak proporcje: za dużo stron mówi o tym, że trzeba się pozbywać przedmiotów, a za mało doradza, co naprawdę warto zostawić. Pozbywanie się jest oczywiście słusznym pierwszym krokiem, ale tylko gdy mamy ideę na temat tego, co powinno z nami pozostać. Każdy kto zetknął się z minimalizmem miał pewnie wątpliwości, że zagalopuje się, wyrzuci za dużo i potem będzie żałował – a tego byśmy nie chcieli. ☺ Zdecydowanie widziałbym tutaj dodatkowy rozdział definiujący co Hideko rozumie przez „użyteczność” i „niezbędność” przedmiotów.

Nie trafiają do mnie też przykłady jakimi posługuje się Yamashita. Porównuje swoją metodę do śluz na rzece (Dan – śluza wpuszczająca przedmioty, Sha – śluza wypuszczająca), a nieuporządkowaną przestrzeń do zaparcia. Pierwsze porównanie jest moim zdaniem nadmiernie skomplikowane tylko dla samego skomplikowania, a drugie jest tak proste, że aż trywialne. Nie podobało mi się też bezpośrednie zrównanie relacji z przedmiotami do relacji z ludźmi. Zgadzam się z ogólną tezą, że podejście do otaczających nas przedmiotów przekłada się mniej lub bardziej na nasze podejście do życia w ogóle, ale ten przykład Hideko był dla mnie zdecydowanie zbyt pragmatyczny.

Porównując metody Yamashity i Kondo, osobiście zdecydowanie bardziej przemawia do mnie podejście Marie z jej jednym – ale za to konkretnym – kryterium sprawiania radości, wspartym praktycznymi radami w jakiej kolejności przeprowadzić porządkowanie oraz wskazówkami na temat przechowywania rzeczy.

Aby podać konkretny przykład, chciałbym pokazać wam porównanie metod KonMari oraz Danshari w kwestii ich podejścia do niechcianych prezentów. Podczas gdy Kondo jasno stwierdza, że powinniśmy podziękować tym przedmiotom za rolę jaką spełniły (czyli za sam gest bycia obdarowywanym) i pozbyć się ich jeżeli nie sprawiają nam radości, fragment na ten sam temat w DAN-SHA-RI właściwie nie mówi mi nic konkretnego co miałbym z takimi rzeczami zrobić:

Dla wszystkich osób którym nadal wydaje się, że nie potrafią wyrzucać albo oddawać

Dostałam to od kogoś bliskiego i nie potrafię tego wyrzucić. Jeżeli osoba, która mi to dała, dowie się, że to wyrzuciłam, na pewno będzie jej przykro, nie zrobię tego, bo nie chcę, żeby ktoś tak postąpił z prezentami ode mnie, nie jestem w stanie być tak bezlitosna… Przez takie właśnie myśli odkładacie przedmioty na bok. Ale czy one na pewno tego chcą? Albo czy naprawdę tego chciała osoba, która podarowała wam tę rzecz? Przedmioty nie są żywymi stworzeniami, a jednak wasze wahania wynikają z przypisywania im uczuć albo intencji. Niech będzie, przyjrzyjmy się tej kwestii pod innym kątem. Porzucacie przedmioty, uniemożliwiając im pełnienie ich funkcji. Nie troszczycie się o nie, bo niespecjalnie je lubicie. Łączą was z nimi pewne więzi, ale nie macie żadnych oporów, żeby je zaniedbywać… Jak możecie lubić siebie, jeżeli postępujecie w taki sposób? Większość osób, które się tak zachowują, nie potrafi siebie polubić. Nie chcielibyście, żeby ktoś potraktował was tak, jak wy traktujecie te przedmioty. One nie mają uczuć, ale wy je macie. Przedmioty odzwierciedlają to, kim jesteście. Odbija się z nich wasz obraz siebie, który lekceważycie i ignorujecie. Trzeba zdobyć się na odwagę i zaakceptować własne odbicie, skonfrontować je ze swoimi przedmiotami, a potem się ich pozbyć. A jednak to fundamentalna sprawa. Problem nie pochodzi z zewnątrz ani od innych ludzi, to wy sami jesteście jego źródłem. Żeby się zmieniać, trzeba działać. Nie ma innego wyjścia. Jeżeli wszystko idzie nie tak jak należy, trzeba wyjaśnić sytuację. Ale samo myślenie o tym nie wystarczy – musicie przejść do działania. Przyszłość leży w waszych rękach. Możecie sprawić, aby pewnego dnia nabrała realnych kształtów.

Jeżeli macie wrażenie, że z tego fragmentu nie wynika nic konkretnego, to jesteśmy podobnego zdania. Niestety, większa część książki jest napisana w ten sposób i pomimo szczerych chęci żeby wypróbować metodę Danshari, nie wiem właściwie jak miałbym się do tego zabrać.

Hideko zachęca, żeby wykorzystać na to każdą wolną chwilę. Jeżeli mamy wolną godzinkę, warto sprzątnąć lodówkę, jeżeli tylko 5 minut – żeby ogarnąć długopisy na biurku. W ten sposób, jej zdaniem, poczujemy natychmiastową gratyfikację z wykonanej pracy. Obawiam się jednak, że widząc uporządkowane biurko otoczone bałaganem reszty domu, ochota do dalszego porządkowania może przejść nam równie szybko, jak zapał wywołany przeczytaniem DAN-SHA-RI.

Ciężko ocenić mi tę książkę z punktu widzenia laika. Jak wspomniałem w pierwszym wpisie na blogu, tematyką porządkowania interesuję się już od dłuższego czasu i przez to nie jestem w stanie stwierdzić, jaką dokładnie wartość DAN-SHA-RI będzie miało dla nowicjuszy. Jeżeli jednak podjęliście decyzję o uporządkowaniu swojej przestrzeni, sądzę, że nie jest to najgorsza pozycja na start. Tak jak wielokrotnie wspominałem w tej recenzji – książka ma zdecydowanie zbyt teoretyczny charakter, ale jeżeli chcecie wczuć się w klimat minimalizmu i pozytywnie nakręcić się na pozbycie się niechcianych szpargałów z otoczenia – czemu nie! ☺

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
Oficjalna strona książki

Podziel się tym wpisem!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *