Biblioteczka sprawiająca wyłącznie radość

Lubię czytać. Nie wyobrażam sobie dnia bez książki. Rocznie, około czterdziestu. Dużo, mało – oceńcie sami. Mimo to, moja biblioteczka to nawet nie 50 pozycji.

A jednak, nadal uważam, że jest to najlepsza biblioteczka na świecie. Powodów jest kilka, choć w gruncie rzeczy wszystkie sprowadzają się do faktu, że nie jest to zestaw losowych książek otrzymanych przy różnych okazjach, kupionych i chomikowanych do przeczytania „na kiedyś” (które nie nadchodzi nigdy), albo mających za jedyne zadanie sugerowanie moim gościom, że w wolnym czasie z natchnieniem zagłębiam się w Historię piękna. ☺

To wyłącznie moje ulubione, przeczytane wielokrotnie, najlepsze z najlepszych, crème de la crème, subiektywny top książek jakie poznałem. Moja czytelnicza Liga Mistrzów.

Być może podejście do tematu książek było tym, co przekonało mnie ostatecznie do metody KonMari. Co prawda pod żadnym pozorem nie wyobrażam sobie ich niszczenia (wyrywanie kartek aby zachować interesujące fragmenty nie mieści mi się w głowie, co zauważyła też sama Marie Kondo), ale jeżeli chodzi o samo podejście do idei biblioteczki to w pełni zgadzam się z KonMari. Jeżeli w naszych mieszkaniu chcemy otaczać się wyłącznie przedmiotami sprawiającymi nam radość, to musi to dotyczyć także książek.

Klasyczny mol książkowy nie potrafi ograniczyć się w kolekcjonowaniu książek, jego ściany pokryte są regałami pełnymi woluminów. Nowe publikacje kupuje kompulsywnie, ale nie gardzi też tomiszczami nadgryzionymi zębem czasu. Empik, Allegro, targi książek czy antykwariat – każda okazja jest dobra, żeby dodać coś do swojej kolekcji. Wiecznie narzeka na problem braku miejsca do przechowywania swoich nabytków, a wolny czas schodzi mu na czujne strzeżenie swojej kolekcji przed filistynami nieznającymi prawdziwej wartości pierwszego polskiego wydania Władcy pierścieni.

Ok, nie miałbym nic przeciwko, żeby to wydanie znalazło się również w moim zbiorze, ale równie dobrze wystarczy mi to, które mam. W końcu treść jest identyczna. ☺

Nawet jeżeli nie dotyczą Was wszystkie cechy które wymieniłem (bo to w końcu skrajnie przejaskrawiony obrazek, aby pobudzić Waszą wyobraźnię), to każda osoba, która czyta więcej niż statystyczną jedną książkę rocznie, będzie mogła odnaleźć jakieś podobieństwo – mniejsze lub większe – do siebie.

Osobiście postanowiłem pójść inną drogą i wypełnić swoją biblioteczkę tylko książkami, które:

  • sprawiają mi radość za każdym razem gdy biorę je do ręki (podstawowe kryterium);
  • przeczytałem wielokrotnie lub jestem w 100% pewien, że ponownie przeczytam wkrótce (tak, patrzę na ciebie, Królu bólu);
  • oceniam jako osobiste arcydzieła, które przemawiają do mnie na fundamentalnym poziomie.

Nie bez powodu w ostatnim punkcie użyłem słów „osobiste” i „do mnie”. W mojej biblioteczce nie ma miejsca na Historie piękna, Wojny i pokoje, Ulissesy i inne cegły, które są co prawda powszechnie uznawane za klasykę, ale albo ich nie czytałem, albo nie przypadły mi do gustu. Podobnie jak Marie Kondo, uważam, że moja prywatna biblioteczka jest MOJA – jest w niej miejsce tylko na to, co sprawi MI radość.

Oczywiście, wielkość biblioteczki to kwestia absolutnie względna i nie ma żadnego odgórnego limitu, którego kazałbym przestrzegać innym. Jak zwykle jest to kwestia wysoce osobista: jeżeli radość sprawia Wam księgozbiór kilkuset pozycji – warto zatrzymać wszystkie! Ale jeżeli książek które spełniają wyżej przytoczone kryteria jest tylko kilka/kilkanaście – absolutnie nie uważam, że jest to za mało.

W moim odczuciu, od typowej „inteligenckiej ściany” pokrytej regałami pełnymi książek, ciekawszy jest mniejszy, acz spersonalizowany zbiór, który nie przygniata swoim mentalnym ciężarem. Tak wyselekcjonowana kolekcja jest świetnym „conversation piece”, aby porozmawiać na temat ulubionych pozycji. Zwłaszcza z osobami z którymi nie mamy jeszcze wielu wspólnych tematów.

Wyobrażam sobie sytuację, w której hipotetyczny gość podchodzi do regału z książkami i wypytuje o losowe pozycje. Jeżeli jestem w stanie powiedzieć o każdej z nich kilka dobrych rzeczy, zachęcić gościa do przeczytania, udzielić szczerej rekomendacji – oznacza to, że warto było wspomnianą książkę zatrzymać. Dlaczego zamiast tego miałbym mówić „tej nie polecam”, „dostałem to na urodziny ale jeszcze nie przeczytałem”, albo „czeka w kolejce na kiedyś”?

Temat „konmarizacji” książek nie jest łatwy, zwłaszcza dla osób czytających dużo. Swego czasu również dążyłem do posiadania sporej, reprezentacyjnie wyglądającej kolekcji, która imponowałaby swoim rozmachem. Obecnie uważam jednak, że zamiast martwić się tym, jak biblioteczka wygląda dla osoby postronnej, lepiej zadbać, żebym to nam sprawiała radość.

Powodzenia w tworzeniu swojej wymarzonej biblioteczki!

Podziel się tym wpisem!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

2 myśli nt. „Biblioteczka sprawiająca wyłącznie radość

  1. Wendy

    Ja aktualnie zastanawiam się, co zrobić z moja kolekcją Harry’ego Pottera. Z jednej strony – nostalgia, każdy tom czytany wielokrotnie. Z drugiej – wiem już, że do tego nie wrócę, a zajmuje miejsce na półce :) No i wszystkie argumenty za pozbyciem się ich przegrywają z „będzie dla dzieci jak już się rozmnożę”

    Odpowiedz
    1. Wojtek Autor wpisu

      Hej, dzięki za komentarz!

      Z opisu który podałaś wnioskuję, że książki te zdecydowanie nie są Ci obojętne – ale czy nadal sprawiają radość? Jeżeli nie masz teraz czasu na pełną „konmarizację”, to poleciłbym wybrać jakieś top 5 ukochanych książek które posiadasz, wziąć je do ręki i porównać potem, czy Harry wywołuje podobne emocje. Jeżeli tak – śmiało go zatrzymaj! ☺

      Jeśli chodzi o tę serię, to raczej mało prawdopodobne by w przyszłości nie była wznawiana, także jeśli książki jednak nie sprawiają radości, to może warto byłoby je sprzedać, albo przekazać komuś kto ma dziecko w wieku czytelniczym? Zawsze możesz je potem kupić jeszcze raz gdy przyjdzie pora edukacji własnego potomstwa. ☺ Nie patrzyłbym na to jako na „stratę” pieniędzy, przeciwnie – zyskasz miejsce na półce, która, zamiast antykwariatem, stanie się miejscem sprawiającym radość.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *